Trening Slow Move®

4 marca 2019
Trening Slow Move®

Ostatnio, na zajęcia do grupy z dłuższym stażem, trafiła klientka z „młodszej grupy”. Z lekką obawą w głosie zapytała: „Czy ta grupa jest mocno zaawansowana?”

Pomyślałam, że warto przypomnieć, czym się kieruję prowadząc zajęcia w Slow Move:

  • Przede wszystkim, nie wyciskamy z nikogo siódmych potów.
  • Naszym celem nie jest wzmacnianie mięśni w typowym rozumieniu tzn. przez dodawanie coraz większych obciążeń, trudniejszych pozycji, czy ilości powtórzeń. Chociaż… czasem wychodzicie spocone z zajęć, zaskoczone, że „takimi ćwiczeniami tak się zmęczyłam?”
  • Slow Move to miejsce, gdzie pracujemy z nadmiernym napięciem w ciele, gdyż to jeden z czynników ograniczających sprawność – również siłę – oraz przynoszących dolegliwości bólowe. Budzimy do pracy uśpione mięśnie. Przywracamy siłę, która płynie z głębi ciała i swobodę ruchu .
  • Grupy w Slow Move są malutkie, max 5 osobowe, to ogromny atut, ponieważ dzięki temu, możemy dopasować rodzaj ćwiczeń do potrzeb ćwiczących. W dużej mierze, to skład grupy decyduje o kształcie pracy na zajęciach.
  • Stawiamy na rozmaitość bodźców (ciało nie lubi monotonii), ale są elementy powtarzalne, skierowane w słabsze ogniwa, nad którymi trzeba więcej pracować.
  • Staramy się nie prowadzić zajęć zadaniowo. Czyż zadaniowość na co dzień (w pracy i w domu), nie jest czynnikiem, który generuje mnóstwo stresu => wzmożonego napięcia => dolegliwości bólowych?

Reasumując, zajęcia w Slow Move buduję tak, aby było w nich miejsce na pracę z oddechem, aby nauczyć Was czuć swoje ciało, mieć świadomość jak się układa w chodzie, w staniu, aby nauczyć Was co robić, kiedy zaczynacie czuć dyskomfort (nie czekając na ból), jak się relaksować, rozluźniać, aktywizować uśpione, osłabione rejony, wreszcie jak czerpać przyjemność z ruchu i kontaktu ze swoim ciałem. Spokojnie, bez ciśnienia na „osiągi”.

Dlaczego tak?
Ponieważ moje wieloletnie obserwacje potwierdzają, że to są rzeczy, z którymi mamy największy problem, których zwyczajnie nie umiemy, bo w cywilizacyjnym pędzie do perfekcji odcinamy się od ciała, nie czujemy go (chyba, że boli). Dlatego, że słyszę od Was bardzo często, jaki problem macie z przełączeniem się na relaks, z tym, aby sobie „odpuścić”.
Myślę, że wiele z nas marzy o tym, aby czasem nic nie musieć, rozpłynąć się w przyjemności, dać sobie chwilę wytchnienia, tylko nie potrafimy się przełączyć na ten tryb, bo przecież trzeba jeszcze zrobić to i to, być coraz lepszą i lepszą, podnosić sobie poprzeczkę na każdym polu… Trzeba?

 

Tekst Agata Komorowska
Foto  Katarzyna Wojniak